Herb

opowieści

Herb

O skarbie księcia REDARÓW


O powstaniu Zamku.


O Pięknej Studni.


O powstaniu kościoła.


O upiorze z zamku


O rycerzu w szkarłatnym płaszczu.


O duchu krwawej Elfriedy.


O czarnej zjawie.


O tragicznej miłości.


O czarnym Krzysztofie.




czacha







O skarbie księcia Redarów


miecz

Opowiadają ludzie , że wieś Grodziec założył pewien powroźnik , który umiał pięknie wiązać sieci do łapania ryb , a którego Rybnikiem nazywano. Inni twierdzą , że uczynił to książę Redarów , którzy gdzieś tam daleko , na północy , w pomorskich krajach żyli i w świętym grodzie Radogoszcz boga swego , Swarożyca , czcili .
Rzekomo w czasach , gdy synowie króla Bolka Chrobrego w Polsce panowali , plemię Redarów połączyło swe siły z plemionami Morzyczan w Wielki Święty Związek Wielecki i przeciwko margrafowi niemieckiemu , Wilhelmowi , wystąpiło. Długo trwała ta wojna , aż wreszcie po wielu potyczkach doszło do wielkiej bitwy w kraju Hobola nad Łabą , gdzie rzeka Hobola (Havel) z nią się łączy przy grodzie Przecława (dziś Werben). Zginął wtedy sam margraf Wilhelm i tysiące jego zakutych w ciężkie zbroje rycerzy. Po bitwie nastąpiły spory pomiędzy członkami poszczególnych plemion o podział jeńców , łupów i o to , kto wniósł większy wkład w odniesione zwycięstwo. Bratobójcze walki spowodowały , że rozpadł się Święty Związek , a kto z Redarów i Doleńców z kraju nie uszedł , głowę pod topór dać musiał.
Wtedy to książę Redarów , którego Rybinem nazywano , wraz ze swoją rodziną , ścigany przez wrogów , łodzią ogromną w górę Odry na południe uciekł . Zabrał on podobno na tę łódź ze świętego hramu w Radogoszczy złoty posąg boga Swarożyca , jak i mnóstwo złota w tej świątyni przechowywanego . Gnany przez wrogów dotarł książę aż do rzeki Bóbr , płynąc nią do miejsca , gdzie łódź na mieliźnie utknęła , a potem piesza ucieczką się ratował . Jak zdołał on dotrzeć aż pod Góry Izerskie , w rejon Jeleniej Góry , tego nikt nie wie .
Stary książę Rybin wiek ponoć przeżył i był założycielem rodu Beczów-Redarów , którzy później von Raderami się zwali i przez wiele lat zamek na Grodźcu w swym posiadaniu trzymali . Do końca swego życia pozostał Rybin poganinem i gorliwym wyznawcą boga swego ludu , Swarożyca . Synom swym też chrztu i wiary chrześcijańskiej przyjąć nie pozwolił . Dopiero wnuki jego i prawnuki ochrzczone zostały .Jeden z prawnuków , niejaki Lubomir , założył nawet klasztor w Lubomierzu , w którym aż trzy jego córki pierwszymi ksieniami były . Klasztor ten ponoć miał zbudować za namową swej żony Juty , jako dziękczynienie za narodziny swego pierworodnego syna .
Stary Rybin ukrył swe skarby wraz z posągiem Swarożyca w podziemiach zamku , który zbudował . Przed śmiercią kazał się pochować w tym samym miejscu , by na skarbach spoczywać i posągu swego boga pilnować . W ten sposób strzeże on go dzisiejszego .
Opowiadają , że tylko jeden raz , dwieście lat temu , jakiś pocztylion z Rybnicy ośmielił się kopać w ruinach zamku i ponoć natrafił na jakiś duży , złoty przedmiot w ziemi , ale gdy zaczął go odgrzebywać , by przekonać się co to jest , wygrzebał ludzką czaszkę , z oczodołu której wypełzła dużych rozmiarów biała żmija . Pocztylion znieruchomiał na jej widok , a żmija powolnie podpełzła ku niemu i ukąsiła go w nogę powyżej cholewy buta . Zmarł ten odważny człowiek jeszcze tego samego dnia w wielkich boleściach , ale zdążył opowiedzieć swemu sąsiadowi o całym wydarzeniu . Natychmiast udał się on do ruin zamku , by szukać śladów kopania . Nie znalazł jednak niczego poza łopatą , używaną przez pocztyliona , ze śladami świeżo kopanej ziemi .





O powstaniu kościoła


Było to pod sam koniec XII wieku , kiedy księżniczka Jadwiga , która znaczny wpływ wywierała na politykę wewnętrzną księcia Henryka Brodatego , zapowiedziała swoją wizytę na zamku Grodziec . Ówczesny kasztelan Jan , znając jej pobożność , nakazał wszystkim rycerzom i całej czeladzi , by nie ważył się nikt powiedzieć księżnej , że zamek stoi na pogańskim uroczysku i że dzieją się wokół niego jakieś dziwne rzeczy .

  • Nie przerażaj się , Wasza Miłość - powiadali rycerze .
  • Córka Wasza zajmie się księżniczką , więc nie będzie kłopotów .
    Miał kasztelan Jan córkę , sławę , tak urodziwą , że na całym Śląsku ładniejszej chyba nie było . Strojna , wesoła , żywa jak skra , zamek cały napełniała życiem i gwarem .
    Kiedy więc do zamku przybywa Jadwiga , Sława stale towarzyszyła księżnej . Teraz w całym zamku rojno i gwarno uczyniło się . Dźwięczały lutnie , brzmiały pieśni rycerskie , ucztowano aż miło . Niebawem też księżna widząc , że Sława wychowana jest w pobożnej atmosferze , polubiła dziewczynę i poczęła traktować ją z serdeczną życzliwością . Sława zaś czcią szacunkiem jej się odwzajemniała . Aż któregoś dnia pobytu księżnej , gdy były same , gdyż książę Henryk z kasztelanem omawiali rozbudowę zamku , Sława nisko pochyliła głowę i chyląc się do kolan księżnej rzekła cicho :
  • Wasza Miłość , wstyd mi....
    Księżna spojrzała na nią z uwagą .
  • Cóżeś takiego uczyniła , że się wstydzisz ? - spytała z niepokojem w głosie .
  • Tajemnicę Wam powiem straszną ! ... Wam tylko ! ... U stóp naszego wzgórza od niedawna poczęła pojawiać się jakaś zjawa . Jest to rycerz w zbroi ... i po chwili dodała przejmującym głosem
  • Widziałam go , ale uciekłam zlękniona . teraz myślę , że duch ten potrzebuje ludzkiej pomocy ...
    Księżna słuchała słów Sławy uważnie i z zaciekawieniem .
  • A możesz mnie tam zaprowadzić ? - zapytała po chwili milczenia , z lekkim niedowierzaniem w głosie .
  • Zaprowadzę ! - odparła śmiało Sława . Księżna czuła , że jakiś niepokój dziwny w niej zapanował .
  • Jutro tam pójdę - szepnęła zdławicnym głosem .
    Po chwili uklękła i modlić się poczęła . Tylko ciszę przerywał od czasu do czasu dochodzący zza okna okrzyk straży , lub szelest kropli , spadających z nasiąkłych wilgocią drzew .
    Nazajutrz , gdy Sława przechodziła przez sień , usłyszała nagle za sobą życzliwy głos i ujrzała księżną , która patrzyła na nią z oczekiwaniem w oczach .
  • I cóż ? - spytała żywo . - za godzinę pójdziemy ...
  • Ej , kto by się namyślał - odparła cicho , z rozkoszą poufałością Sława .
    Słońce miało się już ku południowi , gdy wyszły z zamku i dla zmylenia gapiącej się straży na murach , przysiadły na murawie . po chwili jednak wstały i ruszyły w gąszcz boru , który gęstym pierścieniem otaczał zamek .
    Szybko przedzierały się leśną ścieżką w dół wzgórza . Nagle w oddali , wśród leśnej ciszy , odezwały się jakieś szmery i jęk straszliwy targnął powietrzem . Wśród drzew zamajaczyła jakaś wyniosła postać rycerza w zbroi , wspartego na mieczu jedną ręką . była ona jednak wiotka i przejrzysta , jakby z mgły utkana , oczy tylko spod hełmu głęboko i poważnie patrzyły
  • to on ! - szepnęła Sława przejmującym głosem .
    Księżna , chociaż różnie już miała widzenia , lekko zadrżała . Rycerz spojrzał na nie łagodnie i rzekł głosem dźwięcznym , niczym szmer strumienia :
  • Nie bójcie się ! Jam duch rycerza Pawła z Legnicy ...
    Księżna patrzyła i oczu nie mogła oderwać od postaci rycerza , na piersi którego świecił ryngraf złocisty z wizerunkiem Matki Boskiej , jaki zazwyczaj rycerstwo niosło , by chronił ich od pocisków i złej przygody .
  • Dobry to duch pomyślała i do postaci tajemniczej się zwróciła
  • Witaj imieniem Boga wspaniałego , którego winniśmy ubóstwiać ! Jaki zły los zawiódł cię w te strony ?
  • Niech będzie pochwalony ... - odpowiedział łagodnie .
  • Szukam kogoś , kto by mnie ocalił i pomógł bym legł spokojnie w grobie ...
  • Co do ciebie , panie , przystąpiło ? - spytała i przeżegnała go znakiem krzyża .
  • Pokutuję za moje grzechy wielkie i małe , jakie popełniłem od godziny urodzenia aż do dnia , w którym poległem . Tutaj , w tym miejscu , niegdyś zabiłem kapłana pogańskiego boga Grodo , który na tym wzgórzu miał swoje siedlisko . wówczas ślubowałem Bogu , że w miejscu , gdzie fałszywe bóstwo przybytek miało , Jeno ołtarz stanie . Ale wśród burzliwej fali żywota nie mogłem ślubu spełnić . Teraz błąkam się więc w tym miejscu , gdzie ślubowanie złożyłem .
    Teraz dopiero księżna i Sława zauważyły , że rycerz trzyma w drugiej ręce mały kościołek wyrzeźbiony z drewna , który wyciągnął ku niej .
  • Weźcie , Wasza Miłość , daję go Wam w podarunku ...
    Księżna wzięła go z ręki rycerza .
  • Za spokój twej duszy takowy kościół wybuduje w tym miejscu . uczynię tak , jak ślubowałeś za życia . Niech Bóg udzieli ci swego świętego błogosławieństwa !
    Ledwo skończyła się modlić , a już mglista postać rycerza poczęła blednąć coraz bardziej , wreszcie rozwiała się bez śladu . Usłyszały tylko dźwięk dzwonu .
  • Amen ! - zabrzmiał nagle głos Sławy , przejętej i wzruszonej .
    Księżna dotrzymała słowa . Niebawem u stóp wzgórza kościół stanął niewielki , który pod opiekę wziął kasztelan zamku Grodziec , bowiem w głównej mierze mieszkańcom grodu służył .

    znak




    O pięknej studni


    Był w drużynie księcia rycerzyk młody , z możnego rodu . Walecznym był wielce i pełnym cnót rycerskich , czym zaskarbił sobie życzliwość księcia Bolesława . Miał jednak wielką wadę . Był gwałtownym i niepohamowanym w gniewie . Stąd co chwila ktoś przychodził ze skargą na niego .
    Książę mianował zuchwałego młodzieńca , więc choć zżymał się i kar surowych nie szczędził nie miał nigdy serca , by skazać go na gardło , jako z innymi bywało . Aż raz między rycerstwem zawrzało jak w ulu : Stefan , duch Henryka serdeczny, sprzeczkę z nim wszczął niebacznie i w gniewie cios śmiertelny otrzymał z ręki przyjaciela .
    Zgroza ogarnęła wszystkich . Tu karze młody rycerz już wywinąć się nie mógł . Książę sąd zwołał i winowajcę przywieźć kazał przed oblicze swoje .

  • Miłowałem cię jak syna - rzekł surowo , z boleścią
  • i oszczędzałem ile sil , w poprawę twą wierząc .
  • Dziś przebrała się miarka - życie dać musisz , bo tak prawa nakazują odwieczne .
  • Masz coś na swoją obronę ?
    Młody rycerz do nóg księcia się pochylił .
  • Winien jestem - rzekł głucho
  • i śmierć srogą poniósłbym z rozkoszą , byle druhowi życie wrócić ! Niechże sprawiedliwości stanie się zadość .
    Książę skinął ręką . Na znak ten wysunął się z ciżby kat z mieczem ogromnym , odziany w kubrak czerwony , a pachołkowie szybko otoczyli winowajcę i związawszy , wieść go chcieli na miejsce kary .
    Żal jednak wszystkim było młodego rycerza , co tak marnie miał zginąć .Wówczas to wystąpił kasztelan Jan z Grodźca i tak rzekł do księcia :
  • Jest Grodziec warownią potężną , w której cały lud okoliczny mógłby znaleźć schronienie w czasie wojny , wszelako warownia ta na skale bazaltowej stoi , dlatego wody jej brakuje i śmierć straszna , śmierć z pragnienia , grozi tym , co szukaliby w niej przytułku ... Niechże ten młodzieniec wyrzec się zechce domu rodzinnego , ludzi , uciech wszelkich , a wziąwszy w dłonie oskard i młot górniczy , niech w skale owej studnię kuje ...Jeśli ze skały zdrój wytryśnie , wtedy tysiące ludzi po wszystkie czasy błogosławić będą winowajcę dzisiejszego , a imię jego przez potomnych z czcią i miłością wspominane będzie ! Zgodzicie się Panie na taką karę ?
    Henryk Brodaty milczał chwilę z czołem wspartym na dłoni , wreszcie głowę podniósł i rzekł
  • Niech i tak będzie jak mówicie , kasztelanie . Wam go oddaję .
    Od tego dnia z młotem w rycerz skałę bez wytchnienia . Ale mijały dni i tygodnie , potem miesiące i lata , lecz wody dokuć się nie mógł . Nie ustawał jednak . Pracował wytrwale , samotny , odcięty od świata i ludzi , bo nawet jadło spuszczano mu do otworu w skale .
    Jednakże w miarę jak czas upływał , moce jakieś niewidzialne pomagać mu zaczęły . Teraz w godzinę robił więcej niż dawniej przez cały tydzień . Kamień , nad którym przedtem długo sobie krwawił dłonie , teraz ustępował za dotknięciem prawie , a szale nadążyć nie mogły z wydobywaniem gruzu . Aż pewnego dnia , gdy zmęczony pracą usnął na chwilę , ujrzał Białą Damę , która rzekła mu
  • Dziś , gdy tylko pierwszą szalę napełnisz , skocz na nią i zanim cię wyciągną do góry , uderz oskardem w to miejsce , skąd ostatni kamień odbiłeś !
    Młodzik , obudziwszy się , nie pojmował co te słowa znaczyły , jednak usłuchał rozkazu we śnie odebranego i wskoczył na szalę , gdy ta podnosić się już miała i ugodzić z całej siły oskardem w miejsce gdzie pracował na ostatku ... W tej chwili szum się rozległ , a potem huk straszny i z rozwartej szczeliny skalnej wypłynęła woda i poczęła zalewać dno studni , którą wykopał . Woda kłębiła się z łoskotem i rosła tak szybko , że uczepiony do sznurów szali , zaledwie zdołał umknąć przed rozhukanym żywiołem W zamku usłyszano łoskot i natychmiast odgadnięto jego przyczynę . Toteż kto żyw pospieszył , by zajrzeć w otwór studni . Studnia ta do dziś na podwórcu Grodźca stoi , a że piękną oprawę późno-gotycką jej zrobiono i czterema kolumienkami otoczono , nazwano ją "piękną studnią".




    O powstaniu Zamku



    bolko

    Pewnego razu młody Bolko Krzywousty wybrał się na łowy w okolice Grodźca , by zapolować na jelenie . Wkrótce dojrzał ogromnego samca , więc rozpoczął za nim pogoń . Ranił go , ale zwierz silny był i mimo rany umykał ogromnymi skokami . Niebawem z gęstwiny się wysunął i ku pobliskiej rzece , co leniwie toczyła swe jasne wody , zamierzał . Dopadł rzeki , runął w wodę i płynąć począł , a w tejże chwili wypadły za nim psy , które rzucił się w nurt i ścigały dalej nieszczęsnego zbiega .
    W ślad za psami ukazało się kilku ludzi pędzących na rozhukanych rumakach . Jeleń ostatnim wysiłkiem dopłynął do drugiego brzegu , wyskoczył nań i pomknął dalej . Z grupy jeźdźców najstarszy konia zatrzymał .

  • Stać ! - krzyknął .
    Był to Piotr Włastowic , inaczej Włastem zwany , pochodzący ze starego polskiego rodu Łabędziców . Drużyna zatrzymała się .
  • Już go nie dogonimy , a wieczór się zbliża - rzekł , zwracając się do Bolka .
  • Tu musimy przenocować .
  • Tutaj ? ! - wybuchnął Bolko , ściągając gniewnie brwi .
  • Zwierz raniony , daleko nie ucieknie , a ty miast gonić , o spoczynku myślisz ! Tożbym chyba sobą nie był , gdybym taką zdobycz wypuścił z ręki !
  • Wasza Miłość ! - zaczął Włast .
  • Toż już późno ....
    Za całą odpowiedź Bolko konia spiął i w wodę runął .
  • Niech i tak będzie ! - wykrzyknął Włast i bez namysłu skierował swojego konia również w wodę .
  • Tylko w pędzie jeszcze huknął do czeladzi :
  • A czekać mi w gotowości !
    Płynęli tak czas jakiś mącąc jasną , przejrzystą powierzchnię . Konie parskały i sapały z wysiłku , aż wreszcie wyskoczyli na brzeg i znaleźli się w gęstwinie leśnej . Szybko ruszyli tropem zwierza , nie znaleźli go jednak . A godziny mijały . Jasny krąg słońca zniżał się szybko . Wreszcie krwawa łuna zachodu oblała pnie leśnych olbrzymów . Włast cugle rumaka Bolka pochwycił .
  • Wasza Miłość - rzekł stanowczo - dalej nie pojedziemy , noc nadchodzi .
  • Więc cóż ? Myślisz , że stchórzę ?
  • Nie to - oparł z powagą Włast .
  • Jeno pomnijcie , że życie wasze należy do ziemi tej , naszej , rodzonej . Nie przystoi rycerzowi narażać go dla płochej igraszki !
    Bolko pokonany nie opierał się już dłużej i udał się posłusznie za Włastem . Wspinali się teraz po łagodnej pochyłości na jakieś wzniesienie . A i las zmienił , zaczynało się tu królestwo leśnych olbrzymów .
    Noc już była głęboka , gdy stanęli wreszcie na szczycie wzgórza i zeskoczyli ze zmęczonych , potem okrytych rumaków . Włast skrzesał ognia , a że gałęzi suchych nie brakło , wnet płomień wysoki strzelał ku niebu . Przy blasku jego ujrzeli myśliwi , że siedzą na szerokim , krągłym szczycie wzgórza , na środku którego wznosił się dąb niesłychanej wielkości . Włast z ciekawością spoglądał na konary olbrzyma , ciemne , chropowate , potężne i nagle okrzyk głośny wyrwał się z jego piersi .
  • Co tam ? - spytał z niepokojem Bolko .
    Włast w milczeniu ręką wskazał na zagłębienie pnia . Ujęty w ramy konarów splątanych wysoko nad ziemią , bielał niezgrabnie z kamienia wyciosany posąg słowiańskiego starego bóstwa . Grube , nieforemne rysy w błyskach ognia miały wyraz groźny i ponury , a oczy bóstwa z błyszczących kamieni , ogromne , okrągłe , świeciły złowrogim , czerwonym blaskiem , przykuwając do siebie wzrok oglądających . Włast pierwszy oprzytomniał i splunął, by "odczynić uroki".
  • Perun ! - szepnął Bolko .
  • Grodno ! - sprostował Wlast , żegnając się z trwogą zabobonną .
  • Skąd on się tu wziął ? - spytał Bolko .
  • Niejedną on setkę lat tu stoi . Pewno Mieszka I czasy pamięta ! Gdy bałwany walono , ten w bobrze ukryty , ostał się na pewno . Z czasem ludzie zapomnieli o nim i tak stoi . Chram odwieczny tu być musiał . Widzicie ? Oto kamień ofiarny , tam , pod dębem gdzie i szczątki kości bieleją .
    Poczęli rozglądać się po otoczeniu , gwarząc z cicha . Już i sam posąg coraz mniej groźny im się zdawał . Wreszcie Bolko , przeciągnąwszy się , aż kości zatrzeszczały , ziewnął i rzekł :
  • Róbcie , co chcecie . Ja idę spać !
  • By jeno zło jakieś nie przyplątało się ! - zamruczał Włast , patrząc nieufnie w kierunku dębu .
    Bolko ramionami ruszył .
  • Co znowu ! Przecie chrześcijanie jesteśmy i mamy krzyżyki poświęcone na szyi .
  • Złe zawsze drogę do człowieka znajdzie - mruknął Włast i owinął się opończą .
    Niebawem obaj usnęli snem głębokim . Obudziło ich szczekanie psów i rogów odgłosy . To czeladź niespokojna o Bolka i Własta ruszyła ich śladem . Przebudzony Włast też w róg zadął i niebawem drużyna cała dopadła wzgórza , witając radośnie Bolka , który stał jak oczarowany , z oczyma utkwionymi w krajobrazie , roztaczającym się przed nim .
  • Spójrzcie ! - rzekł z zachwytem .
    Widok istotnie był piękny niezwykle . Stali na szczycie wzgórza okolonego ciemną ścianą boru , lecz samo wzgórze całe było pokryte , jak śniegiem , zaroślami kwitnącej czeremchy , a wśród niej barwne motyle migały cicho . Bolko patrzył i oczu oderwać nie mógł .
  • Hej ! Żeby tak gród tu mieć ! - wykrzyknął nagle .
  • Gród , co broniłby tej ziemi , jak inne moje warownie .
  • Czemu nie ! - wykrzyknął raźno jeden z drużyny .
  • Tędy nawet niegdyś droga musiała być przerąbana przez ludzi , do chramu chodzących .
  • Jako żywo ! - przyświadczyli inni .
    A Bolko już się palił cały by zamiar swój co rychlej w czyn wprowadzić . Obruszył się Włast
  • Na pogańskim uroczysku siedzibę zakładać chcecie ? ! Tfu ! toć szaleństwo czyste !
  • A gród tu stać będzie ! - stanowczo powiedział Bolko .
  • Tak mi dopomóż Boże !
    Niebawem na wzgórzu gród się rozsiadł warowny , Grodźcem zwany , gdyż zagroził drogę fałszywym bóstwom , by dalej nie wędrowały w lud , co tak niedawno wyzbył się pogańskich obyczajów .

    O upiorze z zamku




    Szczyt góry Grodziec od niepamiętnych czasów był odwiedzany przez ludzi . Ponoć kiedyś , przed tysiącami lat , stała tu świątynia boga Krodo , którego dopiero Svantewit wygnał , wkraczając na Dolny Śląsk wraz z całą plejadą slowiańskich bogów i półbogów , takich jak : Perun , Flins czy też Weles oraz półbogiń z Żywią , Iwą i Jawarą . Tych przegnanych precz polański król Bolko Chrobry , sprowadzając Jezu Krysta i jego świątków nad rzekę Skorą i budując ze świętych dębów tu ściętych drewniane dworzyszcze obronne , otoczone ostrokołem z grubych pni .
    Bolko Krzywousty , podczas polowań ze swym palatynem Piotrem Włostem , dotarł tu któregoś dnia i nakazał postawić murowany dwór oraz mur kamienny w miejscu , gdzie stał dotychczas nadgryziony zębem czasu i nadpróchniały czestokół . Osadził tu Bolko drużynnika ze swej drużyny przybocznej - kasztelana Bożywoja .
    Nie kasztelanował on jednak zbyt długo , bo tylko przez pięć lat . Zginął zabity przez jednego ze swych wojów dlatego , że miast sprawiedliwie rządy nad okolicą sprawować , rozbojem się zajmował i mordował bogobojnych pielgrzymów , dążących do Ziemi Świętej oraz wędrowców .
    Kasztelanowanie po nim objął syn jego , ale ten nie był lepszy od ojca . Przez pierwszych kilka lat wprawdzie sprawiedliwie urząd sprawował , podróżnych , wędrowców i karawan kupieckich strzegł należycie i ludzi wszelkiego stanu otaczał opieką , lecz później zaczął ciemieżyć swych poddanych i robocizny ciężkie na nich nakładać oraz dziesięciny ogromne ściągać zaczął , a opornych w lochu pod kasztelem zamykał na śmierć głodową lub o głowę skracał . Także tych , którzy przybyli na teren przez niego rządzony by się osiedlić , najpierw z dobra wszelkiego obdzierał , a dopiero potem na nowinach ich obsadzał , zabijając tych wszystkich , którzy ze skargą na niego do księcia Krzywoustego iść chcieli .
    Ten też długo nie rządził , bo gdy zmarł książę Krzywousty , rządy po nim objął najstarszy syn Władysław , a ten został z kraju wygnany przez braci i surowy kasztelan na Grodźcu musiał z księciem opuścić ojcowiznę i do Niemców uchodzić . Zmarł w kilkanaście lat później w Pforcie nad Pląsawą (obecnie rzeka Pleisse) .
    Książę Władysław nie powrócił nigdy do kraju . Wrócił jego syn Bolesław Wysoki . Pamiętając śmierć ojcowego drużynnika na wygnaniu , odszukał jego syna Bożywoja i na Grodźcu osadził
    Bożywoj , gdy tylko kasztelanem został , drużynę sobie zbrojną zebrał i w dzień dróg okolicznych i brodów strzegł , a wieczorami i nocą z tą samą drużyną na kupców spokojnie jadących napadał i majątek przez nich wieziony grabił . Ciężką miał rękę i do miecza skorą , toteż niejeden kupiec trupem padł , gdy chciał mienia swego bronić .
    Wielu z nich do ziemi zagrzebać musiano i niejedna kupcowa przez niego wdową została , a on ciągle był postrachem okolicy i ciągle gromadził zagrabione mienie . Na złoto je wymieniał , które potem skwapliwie zakopywał w przyziemiu wieży swego kasztelu .
    Pewnej nocy przez pomyłkę napadł Bożywoj , w pobliżu swego zamku , nie na karawanę wozów kupieckich , lecz na posła królewskiego , z którego orszakiem jechał rycerz Nieszczyc z Chobieni . Wywiązała się wówczas walka , podczas której Nieszczyc uciął Bożywoja w dłoń , a ten ranił Nieszczyca w bok . Potem kasztelan powrócił do grodu , nie udzielając przeciwnikowi pomocy i rycerz z Chobieni na pewno skonałby z upływu krwi , gdyby nie odnalazła go córka Bożywoja , Radostawa . Slyszała odgłosy potyczki i pobiegła na miejsce , gdzie leżał Nieszczyc . Zaciągnęła nie dającego znaku życia i krwawiącego silnie rycerza do jednej z chat na podzamczu , a potem ponad cztery niedziele przywracała go do życia . Przystojny był Nieszczyc , tak jak i piękną była Radosława , dlatego też nie było w tym nic dziwnego , że oboje zapałali do siebie ogromną miłością . W cichych szeptach wyznali ją sobie pod słomianym dachem kurnej chaty podzamcza , ale w dalszych rozmowach doszli oboje do wniosku , że nigdy nie zostaną połączeni małżeńskim węzłem , bo Bożywoj nie odda rycerzowi córki za żonę , gdyż przeklina go jak najgorszego wroga .
    Napad na królewskiego posła spowodował skargę , która wpłynęła do księcia Bolesława Wysokiego i ten polecił kasztelanowi z Grodźca natychmiast stawić się przed sobą . Bożywoj spodziewał się , że książę nie będzie dla niego łaskawy i że uwięzieniem w lochu go ukarze . Dlatego nie stawił się na książęce wezwanie , co spowodowało że Bolesław nakazał swemu rycerstwu ująć rozbójnika z Grodźca i żywego lub martwego do siebie przyprowadzić .
    Dość liczna gromada rycerzy , wraz z gierkami , pachołkami oraz książęcymi kusznikami i łucznikami , oblegać zaczęła kamienny kasztel , wiedząc , że atakiem bez machin bojowych go nie zdobędzie . Liczyli na to , że Bożywoj podda się widząc przewagę oblegających , lub gdy głód zacznie mu dokuczać . Ale kasztelan inaczej myślał . Wiedział , że żywności w kasztelu nie starczy mu na dłużej jak na trzy do czterech niedzieli , ani też nie uda mu się raptownym wypadem z bramy przebić przez otaczający go pierścień wrogów . Postanowił ratować się samotną ucieczką i dlatego nie czekając długo , w czwartą noc od rozpoczęcia oblężenia przyszykował sobie sznur , z pomocą którego mógł zejść po murze , a potem niepostrzeżenie przedostać się przez teren zastawiony namiotami i szałasami . Ze sznurem powoli i cicho wyszedł z komnaty na dziedziniec i kryjąc się przed swymi drużynnikami , już szykował się do wykonania zamierzonej ucieczki , gdy nagle tuż przed nim stanęła jakaś postać w rycerskiej , przeżartej rdzą ,zbroi .
    Wygląda tak straszliwie , że nawet on , który nigdy nie znał uczucia lęku , zadrżał na jej widok . Spod stalowego hełmu z uniesioną przyłbicą spoglądała na niego czarnymi oczodołami biaława czaszka ludzkiego kościotrupa , który kościstą swą dłoń zaciskał na rękojeści zardzewiałego i wyszczerbionego miecza .
    Stój , Bożywoju ! usłyszał kasztelan rozkazujący , grobowy głos . Stój i patrz na mnie ! Byłem ojcem twego ojca i jak ty panem na górze Grodziec , w czasie gdy nie było tu jeszcze tych kamiennych murów , a tylko drewniane dworzywszcze obronne . Również jak i ty budziłem postrach wśród ludzi , którzy przez te okolice przejeżdżali . Jak i ty pozostawiłem po sobie ślady krwi , jęki rannych i trupy oraz płacz matek , owdowiałych żon i osieroconych dzieci . Za pokutę musi więc moja dusza przebywać tu aż do czasu , gdy któregoś ze swych potomków , równego mnie sławą w rozbojach , sprowadzę na drogę prawego życia . Ty Bożywoju , zamiast stać się opiekunem tej ziemi i wszystkich ludzi , którzy podlegają twojej kasztelańskiej władzy , czynisz tylko krzywdy , rozlewasz krew , siejesz postrach i grozę oraz popełniasz coraz to nowe grzechy , dorzucając je do tych , które popełniłem ja i twój ojciec . Czy nie widziałeś nigdy lęku w oczach ludzi , których spotykałeś ? Czy nie widziałeś lęku w oczach swej własnej , pięknej córki ? Czy nie słyszałeś przekleństw rzucanych na ciebie i płaczu sierot , których ojcowie padli z twej ręki martwi ? Ostrzegam cię ! Wróć na drogę prawdy i cnoty rycerskiej !
    Wypowiedziawszy te słowa zniknął kościotrup w zardzewiałym pancerzu , a Bożywoj zastanawiał się do świtu nad słowami , które usłyszał , Potem obudził swą córkę Radosnę i rozmawiał z nią dość długo , a następnie odpasał swój miecz , odpiął złote ostrogi rycerskie , zdjął z siebie żelazną zbroję , wdział wór pokutny i posypawszy głowę popiołem wyszedł przez rozwartą szeroko bramę kasztelu wprost na oblegających go wojów , którzy na odgłos skrzypiących wierzei bramnych stali z mieczami a dłoni .
    Zdumienie ich było ogromne , bo nie spodziewali się , iż dumny i groźny Bożywoj wyjdzie ku nim bez jakiejkolwiek broni i w pierwszej chwili nie wiedzieli co mają uczynić z oddającym się bez walki w ich ręce kasztelanem .
    Wiedźcie mnie do księcia Bolesława powiedział . Niech ukarze mnie za moje przewinienia stosownie do ich wielkości . Nie ukarał jednak książę rycerza rabusia , gdy dostarczono go do zamku we Wrocławiu .
    Zadał mu tylko pytanie , jaką karę wyznaczyłby sobie za popełnione przestępstwa .
    Nakazałbym , Wasza Wysokość , zwrócić zagrabione mienie z nawiązką i otrzeć łzy z oczu tych wszystkich osób , które przeze mnie zostały wdowami i sierotami . Również nakazałbym odpokutować za zdrożne czyny i przebłagać Boga Wszechmogącego modlitwami w samotności i w mniszej odzieży . Ale przede wszystkim pragnę prosić Waszą Wysokość Książęcą o przebaczenie i o łaskę , by zechciał mi zezwolić wydać córkę mą Radosnę za rycerza Nieszczyca z Chobieni , bo wiem , że kochają się niezmiernie i że źle byłoby żyć bez siebie .
    Okazał swoją łaskę książę Bolesław Wysoki i zezwolił Bożywojowi na to , o co poprosił . Od tego dnia wiele zmieniło się na Grodźcu . Rycerz Nieszczyc pojął uroczą Radosnę za żonę i nawet objął po teściu urząd książęcego kasztelana , a rycerz Bożywoj zamienił swój wór pokuty na odzież szarego mnicha i najpierw przemierzył cały Dolny Śląsk w poszukiwaniu obrabowanych przez siebie ludzi . Zwracał im w złocie to , co kiedyś zrabował . Również złotem wynagradzał wdowy po zabitych i sieroty oraz msze zamówił w wielu kościołach za spokój ich dusz . Dopiero po dokonaniu tego wszystkiego powrócił na Grodziec , gdzie zastał już małego wnuczka .
    Pożegnał Bozywoj córkę swą i zięcia oraz pobłogosławił małego ich synka w kołysce śpiącego i udał się na sąsiadującą z Grodźcem górę , nazywaną Niebiańską Górą , gdzie zbudował sobie małą chatynkę . Pustelnikiem został i spędzał dni i noce na modlitwie oraz rozmyślaniach nad dotychczasowym swym życiem i czynami . Wiele lat przeżył samotnie , posilając się korzonkami roślin i wodą tylko , a gdy zmarł pochowano go przed tą pustelnią i od mniszego habitu , w którym został pogrzebany , zaczęto Niebiańską Górę nazywać Mniszą Górką .





    o rycerzu w szkarłatnym płaszczu.




    Kamienna budowla na szczycie góry Grodziec została opuszczona po zniszczeniach wojennych i zaczęła porastać chwastami , aż do czasu , gdy miejsce to wybrał sobie na siedzibę nikomu nieznany rycerz . Przybył on samotny , na nędznym koniu , z nieznanych stron i zamieszkał w opuszczonych komnatach . Musiał chyba odkryć ukryte tu skarby , bo po pewnym czasie nosił już na sobie bogaty pancerz rycerski okryty szkarłatnym , lśniącym płaszczem , a piękny rumak pod nim miał bogaty kropierz i uprząż . Jeździł zawsze w towarzystwie co najmniej dwóch giermków , na rasowych koniach i wydawało się , że tylko polowaniami w lasach się zajmował .
    Wkrótce zaczęły krążyć po okolicy wieści o rozbiorach czynionych na drogach i o napaściach na wozy kupieckie , które towary z różnych stron świata ludziom wcziły . Wynikało z opowiadań napadniętych , że nie kto inny , lecz właśnie rycerz w szkarłatnym płaszczu czyni to wraz ze swymi zbójami , przebranymi za giermków i pachołków . Zaczęły się także napady na zagrody chłopskie , skąd zabierano wszystko często nawet ostatnią żywiznę , czy też worek mąki . Budziło to postrach wielki pośród ludu miejscowego oraz niejednokrotnie powodowało ucieczkę siedlaków do grodów chronionych obronnymi murami .
    Któregoś jednak dnia , pod wieczór , do opuszczonych chat wiejskich pod Grodźcem zajechał konno , odziany w szary habit mnisi , zakonnik w towarzystwie młodego człowieka w bogatym stroju , siedzącego w bogatym siodle , na bojowym koniu rycerskim . Mieli oni chyba zamiar odpocząć po skwarnym , letnim dniu i dać wypoczynek zdrożonym koniom , ale po pewnym czasie poszli piechota w stronę widocznego na szczycie góry zamku . Rozłożył się na jednej z małych polan pośród lasu , który pokrywał zbocze góry i spętawszy koniom przednie nogi , puścił je na trawę by się pasły , a sami zaczęły przygotowywać sobie wieczerzę przy roznieconym ognisku .
    W tym czasie dostrzegł ich rycerz w szkarłatnym płaszczu , przechodzący samotnie przez las . Najpierw zza drzew przyglądał się przybyszom , a potem z mieczem w dłoni rzucił się na młodszego z nich . Ten jednak zdążył go zauważyć na czas i zaczął się bronić . Podczas walki , chcąc ratować swego współtowarzysza , mnich złapał w dłonie szkarłatny płaszcz atakującego rycerza i próbował go odciąć na bok , lecz ten zabił mnicha jednym cięciem , a potem po krótkiej walce zabił też i młodzieńca . Gdy ten padł na trawę w pobliżu ogniska , twarz jego wydała mu się znajomą . Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę , a potem szybkimi ruchami dłoni zacząć obszukiwać kieszenie jego odzieży . W jednej z nich znalazł pergamin o takiej treści : Mój bracie kochany ! Ponieważ lada dzień śmierć przerwie moje bezpotomne życie , posyłam ci syna twego ostatniego potomka naszego rodu rycerskiego , z prośbą byś zechciał powrócić pod dach rodzinny . Nie grozi ci tu już żadne niebezpieczeństwo , ponieważ wyjednałem ci u króla przebaczenie , pod warunkiem ukorzenia się przed nim i odprawienia pokuty , jaką on ci wyznaczy .
    Pergamin ten był pisany ręką jego starszego brata , a na woskowej pieczęci widniał jego znak rodowy . Wtedy dopiero rycerz w szkarłatnym płaszczu pojął , że zabił swego własnego syna , a tym samym obciął ostatnią gałąź własnego drzewa rodowego . Wrzucił pergamin milczącego w płomień ogniska , odczekał , aż ten zmieni się w popiół i wolnym krokiem oddalił się w las . Zwłoki zabitych mężczyzn pochował pewien drwal przechodzący przez polanę . On też powiadomił grodozierżcę książęcego w Złotoryji o wypadku , a ten zebrawszy zbrojnych udał się do zamku na Grodźcu , lecz nie zastał tam nikogo , ani niczego .
    Od tego czasu minęło wiele lat i miesięcy . Rycerz w szkarłatnym płaszczu stał się tylko postacią z legend powtarzanych przez lud . Potem do opowieści o nim dołączono dalszy wątek o jego skarbach , zamurowanych w zamku i byli nawet tacy , którzy w istnienie tych skarbów uwierzyli , ale tylko jeden z nich , pewien murarz z Chojnowa , odważył się ich szukać . Nie znalazł jednak , bo gdy któregoś jesiennego dnia udał się do zamku na Grodźcu , został wypłoszony przez ducha w rycerskiej zbroi i szkarłatnym płaszczu . Po murarzu widziało go jeszcze wielu innych ludzi : jakiś mnich jałmużnik , kobiety zielarki , a także i rzemieślnicy , którzy na polecenie kasztelana książęcego poszli naprawiać zniszczony zamek .
    Potem zamieszkał na zamku kasztelan , rycerz z dobrego rodu i wierny księciu wasal . Ten był dobrym gospodarzem , lecz bezlitośnie gnębił swych poddanych , nakładając wielkie daniny oraz zobowiązując ich do ciężkich powinności . Tych zaś , którzy nie mogli lub nie potrafili się z nich wywiązać , więził w lochach zamkowych o chlebie i wodzie , przykuwając do ścian . Sobie nie odmawiał żadnej przyjemności . Gromadził złoto , które kochał , kupował bogatą odzież i kosztowną broń oraz często spraszał gości i sowite uczty dla nich wyprawiał .
    Raz , po pewnej z uczt , gdy już wszyscy zaproszeni przez niego goście udali się na spoczynek i tylko kasztelan samotnie dopijał ostatniego kielicha , wszedł do biesiadnej sali duch szkarłatnego rycerza . Pozbierał misy z jadłem ze stołów , potem ujął w dłoń stojący przed zdumionym kasztelanem dzban z winem i wynosząc to wszystko z komnaty oświadczył Zapomniałeś nakarmić swych więźniów w lochu , więc ja to uczynię za ciebie , ilekroć o nich zapomnisz .
    Pojął kasztelan swoje złe postępowanie z poddanymi i dnia następnego rozkazał wszystkich więźniów wypuścić . Także zmienił się bardzo . Przestał gnębić i uciskać poddanych , ani też nie wyprawiał hucznych uczt w swym zamku . A gdy zmarł , pochowano go z szacunkiem i długo wspominano , że z gnębiciela i chciwca stał się dobrym , szlachetnym człowiekiem .





    O duchu krwawej Elfriedy.




    W rok po bitwie pod Legnicą , gdzie padł w boju Bogusław , dobry rycerz i pan zamku na szczycie Grodźca , dziewiętnastoletnia wdowa po nim , Anna , musiała wyjść ponownie za mąż , mimo iż postanowiła we wdowim stanie do końca życia przetrwać i opiekować się jedynym swym dzieckiem , półtoraroczną córeczką Rosildą . Stało się to na rozkaz księcia Bolesława Rogatki . Sam książę szlachetną panią Annę o swej decyzji powiadomił , jak też i sam wyznaczył jej męża jednego ze swych rycerzy niemieckich , Georga von Waldeichen .
    Wdowa nie mogła sprzeciwić się woli księcia , by gniewu jego na siebie i na swą Rosildę nie ściągnąć . Odbył się więc ślub , a potem wesele , które zaszczycił swą obecnością książę Bolesław wraz z całą drużyną przyboczną gdzie , oprócz Rocha z poręby w Górach Kaczawskich , sami tylko Niemcy byli . Przez dwie niedziele jadła i piła ta niemiecka kompania w zamku na Grodźcu i dopiero ogołociwszy zupełnie zamkowe piwnice z wszelkich napojów i jadła , wyjechała do Chojnowa .
    Drugi mąż szlachetnej pani Anny , małomówny , ale zarozumiały i gburowaty , uznał ślub ze śląską damą , która ani jednego słowa nie rozumiała po niemiecku , za zło konieczne do posiadania zamku i potomstwa . Nie interesował się nią zbytnio , aż do chwili , gdy powiadomiła go iż jest w błogosławionym stanie . Niecierpliwie oczekiwał narodzin syna , który miał stworzyć nową dynastię szlachetnego rodu rycerzy von Waldeichen i nawet zaplanował nadanie mu na chrzcie imienia Helfried oraz przekazanie mu wszystkich swoich skarbów , zrabowanych podczas łupieskich wypraw z księciem Rogatką , a które osobiście zakopał w najgłębszym lochu zamku na Grodźcu , który tak niespodzianie spadł mu z nieba , z łaski kochającego Niemców księcia .
    Dokładnie w rok po ślubie pani Anna zległa i urodziła śliczną córeczkę . Rycerz Georg nie był zadowolony . Gdy powiadomiono go o tym fakcie , kazał na chrzcie nadać jej imię Elfrieda , a potem bez słowa opuścił zamek . Dopiero w dwa lata później , gdy już Elfrieda , wraz ze starszą siostrą Rosildą , biegała po dziedzińcu zamkowym i umiała mówić , powrócił i zapałał do swej małej córeczki niezwykle gorącym uczuciem .
    Szlachetna pani Anna nie próbowała mu w tym przeszkadzać , odsunęła się tylko wraz z Rosildą do części zamku przeznaczonej dla służebnych niewiast , miesiącami nie pokazując się mężowi na oczy . Obserwowała swą młodszą córkę tylko z daleka i nie raz wzdychała widząc , że Elfrieda przejawia nienajlepszy charakter . Widziała jak co rok staje się bardziej despotyczna , gwałtowniejsza i dumniejsza oraz wywiera coraz większy wpływ na swego ojca i że ten gotów jest spełnić dla niej każde , nawet najbardziej nierozsądne życzenie .
    Próbowała parokrotnie rozmówić się z mężem na ten temat , a gdy ten zbywał jej słowa tylko lekceważącym machaniem ręki , opowiedziała ze łzami w oczach wszystko przyjacielowi swego pierwszego męża , dobremu rycerzowi Borowiczowi z Lubina , gdy ten któregoś dnia przejazdem wstąpił na Grodziec z odwiedzinami .
    Rozmowę swej matki z Borowieczem podsłuchała jednak Elfrieda i postanowiła zemścić się na niej . Nie namyślając się długo pobiegła do ojca , który akurat powrócił z polowania w okolicznych lasach i oskarżyła przed nim matkę o zdradę małżeńską z rycerzem Borowiczem . Potrafiła opowiedzieć ojcu wszystko tak plastycznie i tak dokładnie , że ten , nieznający granic złości i samowoli człowiek , bez sprawdzenia prawdziwości słów córki i bez rozmówienia się z żoną lub rycerzem , wpadł do kaplicy zamkowej , gdzie właśnie oboje klęczeli pogrążeni w modlitwie i najpierw własnoręcznie udusił Borowicza , a następnie zawezwał pachołków i wydał rozkaz uwięzienia żony w najgłębszym lochu zamkowym , skazując ją na pobyt do śmierci tylko o chlebie i wodzie . potem rozkazał zgromadzić całą służbę zamkową oraz poddanych swych z najbliżej położonych przy zamku siół i ogłosił , iż pani Anna zmarła i że jako nieżyjąca ma pozostać przez wszystkich zapomniana .
    W kilka miesięcy po tych wydarzeniach Elfrieda uznała , że starsza siostra Rosilda niepotrzebnie zajmuje miejsce na Grodźcu i namówiła ojca by ją wydał za mąż za ubogiego rycerza Kwiatka spod Chojnowa , który kiedyś , w swej młodości , był giermkiem ojca Rosildy , rycerza Boguchwała . Koniecznie chciała zostać jedyną panią i rozkazodawczynią na zamku .
    Gdy po cichym ślubie z Kwiatkiem przeniosła się Rosilda pod Chojnów i gdy doniesiono Elfriedzie , że jej siostra jest szczęśliwa w małżeństwie stadle , pierzchło jej zadowolenie ze zmuszenia siostry do zawarcia tego małżeństwa i postanowiła je zepsuć . Pod pretekstem siostrzanej tęsknoty zaczęła odwiedzać Rosildę i uwodzić jej męża . Jej sztuki miłosne spowodowały wprawdzie , że rycerz Kwiatek nie oparł się jej , ale Rosildy porzucić nie chciał . Zaprosiła więc Elfrieda siostrę do zamku na Grodźcu , a gdy ta przybyła i weszła do kaplicy , zamknęła drzwi wejściowe do niej , a następnie wysłała tam dwóch pachołków z poleceniem zamordowania siostry .
    Pachołcy ci jednak bali się kary bożej i wyraźnie oświadczyli swej pani , że nie zabiją Rosildy. Wówczas ta ze złości przegnała ich precz , a potem sama ujęła sztylet i wbiła go w plecy klęczącej na stopniach ołtarza siostry . Rozkazała potem służbie usunąć zwłoki i pogrzebać je poza murami zamku oraz zatrzeć ślady morderstwa . Lecz ludzie podczas kopania grobu stwierdzili , że Rosilda nie jest zabita , a tylko ciężko ranna i odnieśli ją do domu kobiety , która w przeszłości była jej niańką , a swej pani oznajmili , że została ona pogrzebana zgodnie z rozkazem .
    Po pewnym okresie Elfrieda udała się do swego szwagra , rycerza Kwiatka i wyznała mu swą miłość oraz oświadczyła , że Rosilda uciekła w świat z pewnym człowiekiem , którego kochała w okresie dzieciństwa , a w kilka dni później nastała na niego pielgrzyma , który opowiedział , iż widział zwłoki Rosildy we Wrocławiu , gdzie została zamordowana przez człowieka , który wraz z nią przybył do tego grodu . Łatwowierny Kwiatek uwierzył opowiadaniom i poślubił Elfriedą , gdy tylko minie okres żałoby po żonie .
    Kiedy wyznaczono już termin ślubu , przygotowano bogate i huczne wesele i zaproszono nawet gości , okazało się , że zachorowała niańka Elfriedy , która zgodnie z miejscowym obyczajem miała nieść ślubny welon za panną młodą . Wówczas ta zażądała od ojca by uwolnił z lochu na czas ślubu matkę , po to by zastąpiła chorą niańkę , zapewniając go , że po tak długim pobycie w ciemnym i wilgotnym lochu na pewno nie zostanie ona rozpoznana przez nikogo z obecnych . Rycerz von Waldeichen spełnił kaprys swej córki .
    Gdy już miał ruszyć orszak ślubny , zaczęła się burza tak ogromna , jakiej w tych okolicach nie pamiętali nawet nasi ludzie . Dzień przemienił się w ciemną noc , zerwał się silny wiatr i zaczął łamać oraz wyrywać z korzeniami potężne drzewa , rosnące za murami zamku , a także zerwał Elfridzie z głowy ciężką , wykonaną z dużej ilości pereł i szlachetnych kamieni koronę narzeczeństwa wraz z wiankiem dziewiczym , do którego przypięty był długi welon . Błyskało co kilka sekund .
    Nie przestraszyło to jednak Elfridey . Rozgniewała ją tylko utrata korony ślubnej i welonu , dlatego krzyknęła ze złością Chociażbym się do diabła miała zwrócić , muszę ślub uzyskać ! Zaraz po tych słowach uderzył grom pomiędzy ludzi stojących w orszaku ślubnym i nim rycerz Georg von Waldeichen pojął co się koło niego stało , już kapelan zamkowy leżał martwy na ziemi , obok niego Elfrieda , a rycerza Kwiatka wyniosła służba zamkowa w stronę zabudowań gospodarczych .
    Trzy niedziele chorowała Elfrieda w swej komnacie złożona w wygodnym łożu , gasnąc z dnia na dzień . Każdy z tych , którzy mieli do niej dostęp , twierdził , że nie pożyje już długo i dlatego z klasztoru franciszkanów w Złotoryji sprowadzono do niej wielebnego ojca Isidorusa , by ją wyspowiadał . Chyba w obawie przed rychłą śmiercią przyznała się chora przed nim do wszystkich popełnionych przestępstw . Również powiedziała , że kapelan zamkowy ojca , ksiądz Alderich , którego zadaniem było utwierdzanie jej w cnocie i kierowanie na właściwą drogę życia , nie raz namawiał ją do występnych czynów oraz je pochwalał . Poza tym przyznała się do spowodowania uwięzienia matki i uśmiercenia siostry . Poprosiła też by spowiednik opisał wszystkie jej przestępstwa i w siedem dni po jej pogrzebie przekazał ów wykaz ojcu .
    Po zakończeniu spowiedzi wyzionęła ducha i przystrojona w szaty , które miały być jej ślubnymi , została pochowana , ale już następnej nocy zjawiła się o północy w komnacie ojca odziana w długą , powłóczystą , czarną suknię i powiedziała
    Biada mi ! Ukarał mnie Bóg , w którego nie chciałam wierzyć . Jako bezcielesna zjawa skazana zostałam na wieczną wędrówkę wśród murów tego zamku . Po tych słowach znikła tak samo nagle jak się ukazała , a następnego ranka von Waldeichen uznał to wszystko za zwykły , męczący sen i puścił go w niepamięć .
    W siedem dni później , gdy pan zamku zasiadł do porannego posiłku , stanął przed bramą zamkową ojciec Isidorus ze Złotoryji i poprosił o rozmowę z nim . Gdy został wpuszczony i zaproszony do posiłku , wywiązała się rozmowa , podczas której rycerz opowiedział o nocnym widziadle i o uwięzieniu swej ślubnej żony w lochu , na co Isidorus wysunął przypuszczenie , że być może jest ona niewinną , a na dowód przedłożył mu wykaz przestępstw dokonanych przez Elfriedę .
    Gdy von Waldeichen jeszcze się wahał , wówczas Isidorus zdjął z siebie habit zakonnika i w rycerskiej odzieży rozpoznano w nim rycerza Borowicza z Lubina . Wyjaśnił on zdumionemu Niemcowi , że nie z duchem ma on do czynienia , lecz z człowiekiem , oraz że owego pamiętnego dnia nie został w kaplicy uduszony , bo odratował go giermek i służba , która półmartwego zabrała go do zamku . Potem znów wdział habit zakonny , a pan zamku zawezwał służbę i poszedł uwolnić z lochu swą małżonkę Annę .
    Odnalazł ją klęczącą na swym legowisku ze słomy i odmawiającą modlitwę . Nie mogła uwierzyć , gdy mąż powiadomił ją iż jest wolna , i że przeświadczony jest o jej niewinności . Dopiero gdy rozpoznała a złotoryjskim zakonniku Borowicza opuściła loch , w którym spędziła samotnie o chlebie i o wodzie wiele lat . Wówczas wszyscy zgromadzeni przed wejściem usłyszeli wypowiedziane wyraźnym i donośnym głosem słowa Nigdy więcej nie powinna być tu więziona niewinność !
    Rycerz Georg von Waldeichen zobaczył jak w tym momencie sklepienie lochu zawaliło się z ogromnym trzaskiem i hukiem , grzebiąc ukryty w ziemi skarb .
    Gdy po wielu miesiącach wypoczynku szlachetnie urodzona pani Anna powróciła znów do sił zorganizowano w zamku na Grodźcu uroczystość , podczas której wielebny ojciec Isidorus pobłogosławił znów połączoną parę małżeńską . W tym samym dniu Rosilda doszła do wniosku , że nie potrzebuje się już więcej ukrywać w domu swej niańki .
    Przybyła do zamku i zarzuciła , jak w dzieciństwie , ręce na szyję matki . Radość pani Anny z tego powodu była ogromna , powiększyła się jeszcze bardziej , gdy przybył rycerz Kwiatek z rodzinnego domu koło Chojnowa . Wyjaśnił swej zdumionej żonie i niemniej zdumionym teściom , że został trafiony przez piorun i ogłuszony , ale nie zabity .
    Także i tę parę małżeńską pobłogosławił Isidorus , wyrażając równocześnie nadzieję , że już na zawsze będzie w zamku na Grodźcu panować miłość i zgoda .
    Georg von Waldeichen rozkazał w następnych latach rozebrać sprofanowaną podwójnym morderstwem i krwią ludzką kaplicę zamkową , a na jej miejscu wybudować nową . Lecz nie dożył zakończenia tej budowy . Zmarł pewnej zimowej nocy , podczas której widziano czarną postać Elfriedy , strzegącej skarbów swego ojca w pobliżu wejścia do zawalonego lochu zamkowego .





    O czarnej zjawie




    Wszyscy członkowie rodu Siedliczów twierdzili , że wywodzą się z zamku na szczycie Grodźca i że kiedyś posiadali rodzinne widmo , które pod postacią kobiety ubranej w czarny strój ze srebrnym krzyżem na szyi , zamieszkiwało w tym zamczysku i ukazywało się nocami swym krewniakom . Widmo to nie czyniło nikomu żadnej krzywdy , a jedynie blaskiem swego krzyża wskazywało czy goście przybywający tutaj są ludźmi dobrymi i szlachetnymi , czy też posiadają czarne charaktery . Rzekomo , gdy ktoś przyjeżdżał na Grodziec ze złymi zamiarami względem właściciela i jego rodziny , noszony przez czarne widmo krzyż tracił swój blask i nakazywał w ten sposób czujność panu zamku . O takim właśnie wydarzeniu wspomina niniejsza opowieść .
    Jeden z panów zamku na Grodźcu , który nazywał się wtedy jeszcze Siedicz , miał śliczną córkę , która bez jego wiedzy i zgody pokochała pewnego młodzieńca , syna sąsiadów i marzyła o poślubieniu go . Kochany przez nią młodzieniec żywił do pięknej dziewczyny identyczne uczucia i marzenia jego były podobne . Jednak na przeszkodzie do ich wspólnego szczęścia stanął ojciec panny , który ubzdurał sobie , że córka jego musi zostać małżonką pewnego człowieka , który nie pochodzi ze Śląska , lecz z dalekiej Meklemburgii . Imponowały mu bowiem bogactwa przybysza oraz jego sposób bycia , wskazujący , że pochodzi ze szlachetnego rodu . Nie znał jednak pan na Grodźcu sposobu w jaki przybysz ów stał się bogaczem , ani też nie domyślał się nawet , że był on zwykłym rozbójnikiem i mordercą , a jego bogactwa były owocem wielu napadów dokonanych w przeszłości .
    Wieczorem , w przeddzień ślubu bogatego przybysza z Meklemburgii z córką pana na Grodźcu , ukazała się panu na zamku czarna kobieta widmo i trzymając w dłoni swój czarny krzyż , wskazała palcem drugiej ręki na drzwi komnaty , w której znajdował się kandydat na jego zięcia . Dawała mu do zrozumienia , że narzeczony jego córki nie jest człowiekiem dobrym , a zanik blasku srebrnego krzyża i jego zmatowienie miało potwierdzić jej gesty . Pan zamku jednak nie zareagował . Machnął pogardliwie dłonią i udał się spać . Wówczas kobieta widmo ukazała się jego córce i tymi samymi gestami ostrzegła ją przed zawarciem małżeństwa z przybyszem Meklemburgii .
    Dnia następnego , gdy już wszyscy szykowali się do uroczystego ślubu , a ochmistrz witał przybywających licznie gości , oraz gdy układano już na stole weselnym wszelkiego rodzaju nakrycia , napoje i smakołyki , córka pana na Grodźcu uciekła z zamku przez otwór w murze , który powstał w miejscu , gdzie wysunęły się z niego wypłukane deszczem kamienie . Znajdował się on dość wysoko ponad ziemią , ale dzielna dziewczyna odważyła się wyskoczyć na przedmurze i niedostrzeżona przez nikogo dotarła do domu swego ukochanego. Tu , w kilkanaście dni później , poślubiła go .
    Z powodu tej ucieczki i z powodu rozgardiaszu z nią związanego , kandydat na męża zrobił straszną awanturę swemu niedoszłemu teściowi oraz zagroził mu natychmiastowym wyjazdem . Nie wyjechał jednak z powodu burzy i ulewy , jaka niespodziewanie się rozpoczęła , a tejże samej nocy ponownie stanęła przed panem zamku kobieta zjawa i podała mu na wyciągniętej dłoni mieszek , który ten wielokrotnie widywał w rękach bogatego przybysza z Meklemburgii . Zawierał on złote monety ze śladami krwi .
    Pan zamku dopiero teraz pojął , że człowiek przed którym ostrzegało go widmo nie był nikim innym , jak tylko zwykłym zbójem . Rozkazał więc służbie by ujęła przybysza i uwięziła go w lochu , a potem , przy użyciu przeróżnych narzędzi tortur , wydobył od niego przyznanie się do zabójstw oraz wskazanie osób , które były ofiarami jego napaści . W kilka dni później pan zamku pojechał konno do swych sąsiadów , u których znajdowała się jego córka . Powiadomił ją , iż wybacza jej ucieczkę oraz zawarcie ślubu bez jego zezwolenia i wiedzy oraz opowiedział o uwięzieniu i zeznaniach przybysza z Meklemburgii . Zabrał ją wraz z mężem na Grodziec , gdzie wyprawił huczne wesele , a w kilka lat później przekazał swemu zięciowi władzę nad zamkiem .
    Młode małżeństwo żyło w zgodzie ze sobą bardzo długo i bardzo szczęśliwie . Doczekało się licznego potomstwa , któremu kobieta zjawa przekazała pewnego dnia srebrny krzyż , by przy jego pomocy sami mogli w przyszłości orientować się z jakimi ludźmi będą mieć do czynienia . Ów srebrny krzyż znajdował się w posiadaniu rodziny Siedliczów aż do wojny trzydziestoletniej , kiedy został skradziony przez jednego z kwaterujących w zamku wojaków armii Wallensteina .





    O tragicznej miłości



    W czasie gdy król Zygmunt sprawował rządy w Polsce , panem na zamku na Grodźcu i najbliższej okolicy , był niejaki rycerz Radosław ze starego rodu śląskiego Kmitów , którego protoplasta był wolnym kmieciem , ale na kilka dni słynną bitwą z Mongołami pod Legnicą , przez samego księcia Henryka Pobożnego został nobilitowany . Ów Radosław Kmita nie był bogaty . Od kilku pokoleń ród jego stawał się coraz biedniejszy , a powodem tego były wojny choroby , zarazy i pożary , tak że syn pana zamku , którego Kmitą zwano , wyruszył któregoś dnia w świat , by tam szczęścia , majątku i sławy szukać . Pół Europy zjeździł na swym bojowym , wiernym rumaku w zbroi , którą jeszcze pradziadek jego pod Grunwaldem używał nim z pola bitwy martwego go zniesiono .
    Był w kraju Franków za szerokim , błękitnym Renem , potem przez góry wysokie do słonecznej Italii pojechał , gdzie Rzym oglądał , widział Dubrownik nad Morzem Adriatyckim , był w Bizancjum prastarym , skąd na Dolny Śląsk postanowił powrócić . Tęsknił za rodzinnymi stronami i do starych murów zamku na Grodźcu . Wyruszył przez Kijów , Lwów , Przemyśl , Kraków , Wrocław, by powrócić do swej starej matki . W Krakowie powstrzymała go wieść o wielkim turnieju rycerskim , który Zygmunt Stary urządzał na Wawelu dla wszystkich rycerzy przebywających w Polsce .
    Młody Kmita też postanowił wstąpić w szranki turniejowe i zgłosił się do królewskiego marszałka z prośbą o dopuszczenie go do uczestnictwa . Jednak dygnitarz królewski próbował mu wyjaśnić iż na zadrożonym , chudym koniu , w szatach wyblakłych od południowego , italskiego słońca oraz w małoozdobnym pancerzu rycerskim , nie może ukazać się przed królem i jego dworem na wawelskim dziedzińcu , oraz doradzał by ten zechciał odstąpić od tego zamku . Kmita nie chciał jednak zrezygnować ze swych planów . Tłumaczył , że wiele krajów przebył i w wielu potyczkach brał udział , tak że nie może wspaniale wyglądać jego pancerz ani koń , a także dodał , że nigdy nie skalał się rozbojem na drogach , ani też żadnych innych czynem niegodnym szlachetnego rycerza oraz nadmienił , iż chce walczyć z kwiatem rycerza zgromadzonych na Wawelu .
    Marszałek królewski przystał wreszcie na jego prośby lecz ostrzegł , że powodzenie w walce zależnym będzie nie tylko od samego , ale i od tych , którzy z nim zechcą walczyć .
    Następnego dnia Kmita stanął do udziału w turnieju o nagrodę królewską i rzucił rękawicę rycerską na kamienne płyty wawelskiego dziedzińca . Nikt jednak z przechodzących rycerzy nie podniósł jej , wstydząc się walki z ubogim, nikomu nieznanym rycerzem . Zawstydzony rycerz z Grodźca oglądał tylko walki innych , bogatszych od siebie i odzianych paradniej przeciwników . Dopiero gdy wszyscy , zwycięzcy i pokonani , opuścili szranki turniejowe , ulitował się marszałek królewski nad dolnośląskim rycerzem i aby dać mu szansę , wypuścić nakazał z klatek na dziedziniec zamkowy niedźwiedzia i wilki , by miał on z kim walczyć .
    Kmita podjął się tego boju i wyszedł z niego zwycięzko , chociaż ciężko poraniony pazurami i kłami , a koń jego został przez zwierzęta rozszarpany . Zniesionemu z dziedzińca rycerzowi wręczył król bogatą nagrodę i nowego rumaka , a oprócz tego własnemu medykowi kazał go doglądać i dbać o zdrowie śmiałka . Pod jego opieką rycerz powrócił szybko do zdrowia , tym bardziej , że oprócz medyka , nad obmywaniem i leczeniem ran czuwała , przebywająca na dworze królewskim , młoda i piękna córka królewskiego bankiera i najbogatszego kupca w Krakowie , Bonera . Kmita zakochał się w niej bezgranicznie i wyznał jej swą miłość .
    Dziewczyna też zakochała się w dolnośląskim rycerzu , lecz bogaty jej ojciec nie chciał wyrazić zgody na to , by połączyli się węzłem małżeńskim i postanowił rozdzielić zakochanych . Wysłał więc córkę do pałacu , który był jego własnością , a znajdował się w Balicach koło Krakowa . Przed rozłąką zdołał jednak Kmita pożegnać się ze swą ukochaną i wręczyć jej gołębia , który wyhodowany był w ojcowskim zamku na Grodźcu , a którego przez całą swą podróż przez kraje Europy miał przy sobie . Wyjaśnił też Bonerównie , że wyjeżdżając z rodzinnego zamku otrzymał od matki kilka gołębi , które od czasu do czasu wypuszczał na wolność , by niosły wieści do domu o jego przygodach , wyczynach oraz zdrowiu i aby radowały starą matkę .
    Twego gołębia daruję tobie , ukochana , aby przypominał ci stale o moim uczuciu do ciebie . Jeżeli zdecydujesz się bez woli swego ojca zostać moją żoną , wypuść go na wolność . Przyniesie mi on tę radosną wiadomość , a ja będę na Grodźcu oczekiwać jego przylotu . Gdy przybędzie do mnie , uczynię wszystko by wyzwolić się z niewoli . Po tych słowach zrobił krótką przerwę i dodał , spoglądając smutnie na jej zapłakane oczy
    A jeżeli wśród nowego otoczenia zapomnisz o mnie , lub jeżeli wygaśnie uczucie które płonie w twym sercu dla mnie , zabij ptaka . Niech nie wraca nigdy do miejsca , gdzie oczekiwać będę na wieści od ciebie .
    Powrócił Kmita do rodzinnego zamku na Grodźcu i nikomu nie opowiadał o swej podróży , przygodach i miłości do pięknej dziewczyny z Krakowa . Zamknął się w swej komnacie i tylko z utęsknieniem spoglądał codziennie w stronę gołębnika .
    Z każdym dniem tęsknota potęgowała jego uczucia , a i Bonerówna też nie mogła zapomnieć dolnośląskiego rycerza z Grodźca . Tęskniła coraz bardziej , aż zdecydowała się uciec wraz z nim spod opieki ojcowskiej , wyrzekając się rodziny i majątku zgromadzonego przez ojca . Wypuściła więc na wolność gołębia z czułym listem , przywiązanym do nogi i cieszyła się , iż niedługo już będzie w objęciach ukochanego .
    Lecz los zrządził inaczej . Gołąb , niosący wieść do zamku na szczycie Grodźca , został rozszarpany przez jednego z sokołów króla Zygmunta , który polował w lasach pod Krakowem i list trafił do rąk Bonera , a ten zniszczył go i otoczył córkę czujnymi strażami , w obawie by mu nie umknęła .
    W ten sposób nic nie zmieniło się w życiu obojga zakochanych . Nie wiedząc o sobie nadal tęsknili i wzajemnie oskarżali się w myślach o zapomnienie . Gdy jednak Kmitę zaczęła ogarniać rozpacz z powodu braku wiadomości , zdecydował się wyruszyć w stronę Krakowa .
    Pojechał więc w kierunku wawelskiego zamku , a przejeżdżając przez okolice Balic dowiedział się , że pałac Bonera w tej miejscowości jest bezustannie strzeżony , i że powodem tej niezwykłej czujności jest córka właściciela , uwięziona tam , by nie umknęła do jakiegoś dolnośląskiego rycerza , w którym była zakochana . Wiadomość ta uradowała go i domyślił się , że gołąb został wysłany i że jego ukochana kocha go nadal . Postanowił porwać ją i dokonał tego . Dopomogła mu w tym burza z piorunami , podczas której osłabiona była czujność strażaków . Wywiózł ją konno , trzymając w siodle przed sobą .
    Jednak podczas ucieczki koń jego skaleczył nogę i nie mógł biec galopem , a po burzy straż szybko stwierdziła porwanie i ucieczkę . Po śladach krwi konia rozpoczęto pościg . Może strażnicy odebraliby porwaną pannę i zabili porywacza , gdyby ten nie skierował konia w stronę skalistego brzegu rzeki Rudawy , która od zachodu toczy swoje wody w stronę Krakowa . Zmusił swojego konia do skoku z wysokiej i stromej skały w wody tej rzeki , by ponieść śmierć na miejscu , trzymając swa ukochaną w objęciach .
    Do dzisiaj przy drodze z Krakowa na Śląsk , w pobliżu Babic i Zabierzowa , istnieje skała nazywana Skałą Kmity . Wyryte są na niej imiona pięknej Bonerówny i dolnośląskiego rycerza i data 1515 rok , upamiętniająca tą tragiczną miłość .





    O czarnym Krzysztofie.




    Przez długie lata ród Siedliczów rządził zamkiem na szczycie Grodźca z łaski piastowskich książąt legnickich . Władzę burgrabiego tej potężnej , kamiennej twierdzy , ponad sto pięćdziesiąt lat sprawowały kolejne pokolenia tego rodu , począwszy od burgrabiego Michała nazywanego Tyczką , aż po Krzysztofa , który z powodu swej czarnej czupryny nazywany był Czarnym Krzysztofem . Wiernie służyło każde pokolenie panom na Legnicy i w każdej potrzebie stawało na ich zawołanie wraz ze swymi poddanymi ze wsi Olszanica, której chaty stanowiły podzamcze .
    Dziad owego Mikołaja Tyczki Siedlicza otrzymał duże nadania w dniu noblitacji od piastowskiego księcia Bolesława Surowego , pana na Świdnicy i Jaworze , a w walkach przy jego boku tak wzbogacił , wraz ze swym synem Radmirem , że cztery wozy złota i srebra na Grodźcu przywiózł , gdy zamek ten w posiadanie obejmował . Jednak synowie Radmira , a także jego wnuki i prawnuki , potrafili to srebro i złoto tak szybko roztrwonić , że ostatni Siedlicz z Grodźca , Czarny Krzysztof , nie był bardziej bogaty niż poddani mu siedlacy z Olszanicy .
    Rozpaczał więc często , że z powodu swego niedostatku nie może się ożenić i że na nim zakończy się jedna z gałęzi rodu . Nikt bowiem ze szlachetnie urodzonych sąsiadów nie chciał dać mu za żonę swej córki , a i ubogie wdowy też za męża go nie chciały , by większego ubóstwa przy nim nie cierpieć i panami bez służby i dworek w tym olbrzymim , chłodnym zamku ni zostać . Z konieczności więc Czarny Krzysztof z jedną tylko nieurodzoną dziewką się zadawał i w zamku ją trzymał , bo ta wymagań wygórowanych nie miała , a i powolną mu była , łudząc się nadzieją że Krzysztof zakocha się w niej wreszcie i ożeni .
    Rzadko Krzysztof jeździł do Legnicy by nie patrzeć na przepych , jakim otaczał się w zamku książę Fryderyk II , ani też na legnickich mieszczuchów , którzy za panowania tego księcia ogromnych fortun się dorobili i bardzo po pańsku nosić zaczęli , a nawet o wykupienie urzędu grododzierżcy Legnicy od księcia myśleć zaczynali . Również nie mógł znieść sposobu w jaki traktowali jego , książęcego burgrabiego , szlachetnie urodzonego i pieczętującego się odwróconym strzemieniem , które o zasługach protoplasty liczonego rodu Siedliczów świadczyło , ani też unikać uśmiechów tych grodzkich dorobkiewiczów, jakie posyłali za nim , gdy przechodził obok ich kramów kupieckich , czy też domów mieszkalnych , podzwaniając swymi srebrnymi ostrogami . Burzyła się w nim jego szlachecka krew ilekroć swoje ubóstwo sobie wspomniał , aż do czasu , gdy zetknął się zupełnie przypadkowo z rycerzem Stefanem z Pątnowa i gdy wspólnie doszli do wniosku iż mogą poprawić swą niedolę , a równocześnie zubożyć dumnych ze swych bogactw legenckich mieszczan napadami na drogach i zagrabianiem ich kupieckiego dobytku .
    W ten sposób Stefan z Pątnowa i Krzysztof Siedlicz z Grodźca stali się rycerzami rozbójnikami . Rozpoczęli od napadów na kupieckie wozy . Czynili to codziennie , a wieczorami siedząc w zamku na Grodźcu liczyli zrabowane monety srebrne i złote , uśmiechając się przy tym i licząc o ile zubożyli legnickich mieszczuchów . Później na folwarki kupieckie zaczęli napadać i je rabować , a gdy ich niemieccy właściciele zaczęli pachołków broń wyposażać , Czarny Krzysztof każdy folwark podpalał i dumnie spoglądał na łupy wznieconych przez siebie pożarów .
    Gdy rozpoznali niemieccy kupcy , że napastnikiem na ich mienie jest Czarny Krzysztof , złożyli skargę do księcia Fryderyka , ale ten nie chciał wystąpić zbrojnie przeciwko swemu lennikowi , mając na uwadze dotychczasowe zasługi jego i całego rodu Siedliczów . Napomnieniami jeno ukarał Krzysztofa , a niektóre skargi nawet pomijał milczeniem . Fryderyk rozumował bowiem , że uszczuplanie dochodów zbytnio wzbogaconych kupców Legnicy zwiększy ich pokorę wobec jego książęcej osoby . Gdy jednak któregoś dnia skargi stały się zbyt natarczywe burmistrz wraz z racjami domagał się ukarania Siedlicza z Grodźca , książę chcąc pozbyć się mieszczan poradził im Złapcie go i powieście ! Takiej odpowiedzi oczekiwała od księcia rada grodzka . Wnet rozkazała kupcom by założyli oni na ręce burmistrza odpowiednią kwotę . Za pieniądze te wynajął on i uzbroił najemnych żołdaków , którzy podjęli się walki z rycerzem rozbójnikiem . Już w cztery dni później wyruszyły pierwsze oddziały by ścigać Czarnego Krzysztofa , a w następnych dniach opuściły Legnicę następne . Wiedzieli jednak , że Krzysztof nie da się łatwo ująć i że będzie się bronić w murach Grodźca .
    Rozpoczęło się więc oblężenie zamku . Przeciągało się ono długo i nic nie wskazywało , iż oblegani odczuwają już głód , czy też pragnienie i kto wie czy oblegających nie opuściłby początkowy zapał do walki , gdyby któregoś dnia nie zjawiła się w obozie owa nieurodzona dziewczyna , która była kochanką Czarnego Krzysztofa . Poznał ją ktoś z oblęgających , bo nie raz widywano ją w zamku i na podzamczu .
    Musicie ująć tego dumnego pana , który mną wzgardził ! powiedziała ze złością . Ja was powiodę , a wy zemścijcie się także i za mnie . Wskazała podziemne przejście , wiodące do wnętrza . Nocą udali się tam najemnicy legnickich kupców i zastali obrońców przyczajonych na murach , ale nie przygotowanych do napaści od strony dziedzińca . Obrona jednak trwała dość długo . Bronił się Czarny Krzysztof ale nie zdołał pokonać wszystkich napastników . Został ujęty , związany i przewieziony nocą do Legnicy , gdzie przez kilka dni go więziono .
    Książę Fryderyk zdumiał się niezmiernie , gdy doniesiono mu o pojmaniu Krzysztofa Siedlicza z Grodźca . Nie zażądał jednak wydania mu więźnia i nie starał się ratować wiernego mu rycerza . Przypomniał sobie , iż wydał na niego wyrok śmierci w chwili , gdy chciał pozbyć się z zamku natrętnego burmistrza i jego rajców , którzy przyszli wówczas ze skargą do niego . Pomyślał , że wszelkie jego obecne poczynania w sprawie uratowania Siedlicza poczytane byłyby za niesprawiedliwość i dlatego zaniechał wszelkich prób w tym kierunku .
    Czarny Krzysztof został powieszony bez sądowej rozprawy . Powiadomił go tylko burmistrz Legnicy , przez jednego z racjów grodzkich , że został skazany wyrokiem księcia Fryderyka . Stanął więc Krzysztof pod szubienicą obok jakiegoś zwykłego przestępcy . Obaj byli odziani w białe , Smiertelni długie do ziemi koszule , okrywające im odzież . Mężobójcy śmiertelnika koszula okrywała zwykłą , roboczą odzież rzemieślnika i wystawały spod niej bose nogi , podczas gdy na Krzysztofie kryła bogate odzianie rycerza książęcego , a spod niej widoczne było skórzane jego obuwie , ozdobione dużymi , brzęczącymi srebrnymi ostrogami rycerskimi.





    Opowieści w formacie doc dostępne są w dziale download.






    Wszystkie opowieści przepisała Mariola Łuc na podstawie książeczki Urszuli i Aleksandra Wiącków "OPOWIEŚCI O GRODŹCU"









    boczne skrzydło





    Copyright © 2008-2011 Bartłomiej Łuc Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zdjęć, tekstów oraz innych elementów Serwisu bez zgody autorów strony jest zabronione. Autor strony nie odpowiada za wszelkie materiały, wiadomości i zdjęcia publikowane przez użytkowników tego serwisu.